Dziennikarstwo na poważnie i z przymrużeniem oka. Strona adresowana do wszystkich zainteresowanych tematyką szeroko pojętego bezpieczeństwa i kreowania właściwych zachowań społecznych. Znajdzie się tu też miejsce dla osób poszukujących ciekawostek z kraju i ze świata, a także tych spragnionych odrobiny absurdu.

piątek, 8 lipca 2016

"Staram się rozmawiać z ludźmi w sposób bezpośredni, nie robię niczego podstępem, chcę im pomóc, a nie pogrążyć" - mówi fotograf Tadeusz Późniak

     Tadeusz Późniak z wykształcenia dziennikarz, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, od ponad 35 lat jest fotoreporterem tygodnika "Polityka". Wieloletni członek Związku Polskich Artystów Fotografików, kilkukrotny laureat konkursów fotograficznych. Specjalista w portrecie prasowym, który hobbystycznie zajmuje się fotografią turystyczną. 

Jak fotoreporter radzi sobie z uzyskaniem zezwolenia na publikację zdjęcia?

     Ostatnio popadliśmy, mówiąc kolokwialnie, w lekką paranoję. Ponieważ żąda się w sytuacjach trudnych, czyli poza rozmową oficjalną, aby od osoby którą fotografuję uzyskać pisemną zgodę na publikację. W redakcji mamy nawet gotowe druki, na których "model" ma się tylko podpisać. Jednak, gdy nie dotyczy to osób publicznych, tylko prywatnych to każdy się do tego zniechęca i stara się pozbyć kłopotu jakim w danej chwili jest fotoreporter. W takiej sytuacji osoba prywatna często w ogóle nie pozwala na zrobienie sesji. Dlatego trochę ryzykujemy i nie bierzemy tych oświadczeń na piśmie.

     Kiedyś fotografowałem temat "Wychowanie poprzez sztukę". Zdjęcia robiłem w więzieniach. Udało mi się dostać do naprawdę ciężkiego i pilnie strzeżonego zakładu, gdzie przebywali poważni już recydywiści. Dlaczego wybrałem akurat takie miejsce? Ponieważ tamtejsi więźniowie produkowali tam misie, zabawki na choinkę i inne rzeczy, które zupełnie nie pasowały do ich straszliwego wyglądu i do przestępstw, za które odsiadywali karę. Zrobiłem im zdjęcia, prawie się z nimi zaprzyjaźniłem (bo taki jest mój styl fotografowania), dostałem nawet od nich zabawki dla moich dzieci, na pamiątkę. Myślałem więc, że wszystko jest w porządku.
Ukazało się zdjęcie w "Polityce", a ja po jakimś czasie dostaję wezwanie od prokuratora. Okazało się, że więźniowie oskarżyli mnie o zrobienie im zdjęć bez ich zgody. Co oczywiście jest absurdem, bo dostać się do ciężkiego więzienia, do celi z 4-6 recydywistami i zrobić im zdjęcie bez ich zgody, to oczywiście absurd. I tak też tłumaczyłem się prokuratorowi, który oczywiście umorzył postępowanie.  Miałem jeszcze kilka takich przypadków, ale na szczęście nie było ich dużo. Staram się rozmawiać z ludźmi w sposób bezpośredni, nie robię niczego podstępem, chcę im pomóc, a nie pogrążyć. I to jest chyba złoty środek.   

Czy można założyć, że gdy osoba, którą fotografujemy patrzy na nas i ma świadomość tego, że jest fotografowana to tym samym wyraża zgodę na zrobienie zdjęcia?

      Ktoś może powiedzieć "proszę mnie nie fotografować" to znaczy, że w ogóle nie życzy sobie aktu fotografowania. Taką osobę z reguły nie interesuje co się z tym zdjęciem stanie później i oczywiście ma do tego prawo. To jest pierwszy stopień. Następny to "nie zgadzam się na publikację" albo "a gdzie i do czego chce to pan wykorzystać?", wówczas trzeba wytłumaczyć. No i wtedy ostatecznie otrzymamy zgodę albo i nie. Jest to jednak rzecz do pewnej negocjacji.
     Natomiast są sytuacje w których fotografowanie w miejscach publicznych jest dozwolone: gdy osoby, które się tam pojawiają (mówię o osobach publicznych) przewidują, że będą fotografowane. Jednak jeśli np. pobiegnę za marszałkiem sejmu do toalety i tam będę chciał zrobić mu zdjęcie, to wtedy ta zgoda jest nieważna, ponieważ osoba publiczna stała się w tym momencie osobą prywatną. Osobę publiczną można więc fotografować tylko i wyłącznie w miejscach publicznych, związanych z jej funkcją. Na ulicy, w sklepie, w kawiarni człowiek ten jest już osobą prywatną i należy poprosić o zgodę.

Jak zacząć? 

     Zagadać, uśmiechnąć się, nawiązać do wyjątkowo ładnego oświetlenia czy scenografii. Najpierw pozyskać osobę, potem prosić o zgodę. Fotografia jest sztuką uwodzenia. Mówię to oczywiście w szerokim kontekście, chodzi tu o uwiedzenie w sensie pozyskania sympatii, aprobaty. Ja zdecydowanie wolę reportaż uczestniczący, nie jestem paparazzi. Zaprzyjaźniam się z ludźmi, których chcę sfotografować. Wypiję z nimi piwo i wtedy robią rzeczy, których nigdy by nie zrobili, gdybym ich do siebie nie przekonał.

Czy wystarczy zgoda ustna czy musi być pisemna?

     Teoretycznie redakcja wymaga ode mnie tej drugiej, jednak tylko dwa razy prosiłem o zgodę na papierze. W pozostałych przypadkach albo mam świadków, że taka zgoda została wyrażona albo jest to forma półurzędowa tak jak w przypadku tych więźniów. Wtedy, aby dostać się do celi potrzebowałem najpierw zgody naczelnika więzienia na samo wejście, a potem byłem eskortowany przez strażnika i kilka innych osób, dlatego też uznałem że nie muszę brać od więźniów zgody na piśmie.
     Reasumując, według prawa fotograf powinien otrzymać zgodę na publikację zdjęcia. Jednak jeśli mogę coś doradzić to proponuję starać się o zgodę na końcu, bo człowiek, kiedy ma coś podpisać, aż cały się "jeży". Zachowuje się tak jakbyśmy mu dawali do podpisania jakiś rodzaj cyrografu, myśli, że to może jakiś podstęp albo że ktoś potem niecnie wykorzysta ich zdjęcie. Dlatego o zgodę na publikację prosimy na samym końcu.

Zdjęcie przedstawia pana Tadeusza Późniaka.
Wywiad przeprowadził i zdjęcie wykonał: Scoffer




4 komentarze :

  1. Dobrze wiedzieć, że o taką zgodę należy poprosić na samym końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest tylko dobra rada od doświadczonego fotografa. Nie obowiązek;)

      Usuń
  2. Świetne wskazówki. U nas zgoda na publikację wizerunku najpierw była na piśmie, a teraz wysyłamy email i też jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przez maila to nawet i lepiej? Przynajmniej dokument się nie zgubi.

      Usuń

Popularne Posty

Translate

Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.